Konkurs Antyradia i Kroll Ontrack - wyniki

Poznaj najciekawsze historie utraty danych według słuchaczy Antyradia.

Miejsce 1

Otóż moja historia zaczyna się tak... Parę lat temu zdecydowałem się założyć rodzinę... żarcik:) Chociaż nie do końca bo rodzinę faktycznie założyłem. I tu tkwi sedno sprawy. Myślę, że jestem dobrym mężem swojej żony i ojcem dwójki moich dzieci. Tak przynajmniej mi się wydaje. Pewnej nocy jak to zwykle po wyczerpującym dniu, otuliłem się kołderką z moją ukochaną małżonką, a przed tym jak to mam w zwyczaju, pod swoją poduszkę położyłem telefon służący mi dzielnie za budzik, gdyż głos donośny a ustawiona muzyczka (Hunter -T.E.L.I.) też zrywająca na nogi pozwalała zacząć mi dzień o tej godzinie o której musiałem a nie później. Tu muszę nadmienić, że syn mój wtedy lat miał lat 1,5 i już dzielnie kroczył w samodzielność, co bardzo mi się podobało. Podobało mi się bo już coraz więcej swoich potrzeb sam dzielnie "załatwiał" ciesząc oko swych rodziców. Nawet potrzeby tak przyziemne jak fizjologiczne, i co jeszcze bardziej cieszyło nawet w nocy nie budząc swoich wymęczonych za dnia rodziców (czyt. taty nie mamy:) Miał on w pewnym ustalonym miejscu swoją, co jest bardzo istotne, mobilną stację dokującą czyli tzw. nocnik i jak była potrzeba to chyba nawet z zamkniętymi oczami bo i tak po ciemku trafiał bezbłędnie. I do sedna. Z biegiem czasu mobilna stacja faktycznie stała się mobilną bo co rusz, każdego ranka można było zaobserwować ją tu i ówdzie. I to mnie zgubiło. A właściwie mój budzik, aparat foto z pokaźną galerią, przenośny odtwarzacz mp3 z wyselekcjonowanymi perełkami, kieszonkową mapę polski a w planach i świata, miejsce przechowywania różnej maści ważnych lub nie plików w jednym. Budzę się pewnego dnia zaniepokojony bardzo, że jeszcze nie jestem na nogach i szukam przyczyny (bo nie było Huntera rano). Zaglądam pod poduszkę moją, Żony, rozglądam się nerwowo po pokoju czy na ścianie nie ma odprysków farby, co świadczyło by o tym, że moja Żona ukochana nie przyzwyczajona do tak energicznego poranka (kto zna ten kawałek to wie) próbowała wyłączyć moje urządzenie o tej porze służące za budzik w sposób drastyczny aczkolwiek niewysublimowany. Ale nie... ale nie... Patrzę a tu na wysokości mojej poduszki stacja dokująca mojego syna. Aha, se myślę, synuś chciał w miłym towarzystwie posiedzieć to se przyszedł do taty zrobił co trzeba i se poszedł. No i pech chciał, że jako iż, bo ponieważ, rzucam się podobno przez sen to wysłałem, pewnie swoją ręką prawą, przez sen swój wielofunkcyjny telefon marki N w podróż ostatnią w otchłań siuśków mojego syna. I tak wszystko to co było... to już tego nie było. A ja postanowiłem, że przy okazji pierwszej komórki syna, opowiem mu tą historię co obawiam się będzie szybciej niż mi się wydaje. No i jeszcze jedno - z córką nie mam takich problemów;)

Miejsce 2

Historia abstrakcyjna ale jednak prawdziwa. Działo się to w czasach gdy jeszcze chodziłem do technikum wiec jakies 10 lat temu, pierwszy komputer który dostałem od rodziców był moim oczkiem w głowie, bardzo lubiał przesiadywać na nim również moj ojciec, z zawodu mechanik z zamiłowania "komputerowiec". Pewniego dnia zauważyłem, iż dysk twardy zaczyna strasznie głośno pracować, co jakiś czas coś w nim chrupnęło ale ogólnie działał. Powiedziałem to mojemu ojcu który akurat zasiadał do eskapady z komputerem gdy ja wybierałem się na trening. Powiedział "spoko synek zobacze co się z nim dzieje". Do dzisiaj pamietam te słowa gdyż w tamtej chwili nie wiedziałem co będą zwiastowały. Gdy wróciłem z treningu do domu zauważyłem smutnego ojca siedzącego w kuchni. Gdy spytałem co się stało jego odpowiedź wryła mnie w podłogę. Okazało się, że otwarł dysk twardy i wlał do jego wnętrza WD-40 które miało zapobiec dziwnym dźwiękom. Niestety dysk nadawał się tylko na śmietnik, bo w tamtych czasach nie wiedziałem o czymś takim jak odzyskiwanie danych.

Miejsce 3

Swego czasu zanabyłęm nowy dysk. No i nie chcąc postawiać na nowo całego systemu,stiwerdziłem, że zrobię sobie lustro - czyli wykorzystując specjalne oporogramowanie dołączone akurat do najnowszego numeru periodyku komputerowego, automatycznie wszystko z jednego dysku zostanie przeniesione na drugi dysk. Jak pomyślałem, tak też zrobiłem - upewniając się wcześniej kilkukrotnie czy wszystko jest ok. Jakież było moje zdziwienie i przerażenie, gdy po zakończeniu procesu i restarcie komputer nie ruszył.. Co więcej , okazało się że nie posiadam już dysków C i D - nie posiadam już w ogóle żadnego dysku! Dodać muszę że była to końcówka sesji i na dyskach wspomnianych posiadałem wszelkie projekty sprawozdania.... Załamka totalna. Jakoś tam udało mi się wszystko pozaliczać i pooddawać, ale po dzień dzisiejszy mi słabo jak to wspomnę. Co się okazało - ano, zrobiłem piękne lustro, ale w drugą stronę:) czyli pusty, nie podzielony na partycje dysk został przeniesiony na dysk z danymi. Siłą rzeczy, nie tylo dane zniknęły, ale i partycje (łącznie z linuxową...) A przynajmniej tak to sobie tłumaczę :)) Oj, gdybym wtedy wiedział, że wszystkie dane i partycje można odzyskać... Teraz już nawet wiem czym :)) od tego czasu jakoś tak nieufnie do tego typu programów podchodzę i spędzam pół nocy na stawianiu wszystkiego od nowa, miast kobinować z obrazami.... :)

Miejsce 4

Historia w 100% autentyczna. W razie czego moja teściowa może potwierdzić ;) Jakieś dwa tygodnie temu wybraliśmy się z żoną do jej rodziców. Powiedzieli, że mają problem ze swoim laptopem. Mimo tego, że nie jest ze mnie geniusz komputerowy (a bardzo chciałem podbudować swoje morale) zaproponowałem, że się nim zajmę :) Powiedziałem, że zabierzemy komputer, ja strzelę format dysku C, wgram nowy świeży system i postawię na nogi "schorowany" laptop. Oczywiście się zgodzili, jeszcze w drzwiach teściowa mówi nam, żebyśmy byli ostrożni i nie usunęli przypadkiem ich cennych zdjęć (w tym momencie rzuciła na mnie wymowne spojrzenie) które znajdują się na dysku D, zbierają je długie lata, mają zdjęcia z budowy domu urodzin itp. itd. ogólnie jakieś 45GB. Po powrocie do domu zabrałem się za ratunek padającego kompa. Strzelam na spokojnie format dysku C, wgrywam nowy system, wszystko ładnie pięknie, z ciekawości wchodzę na dysk D żeby przeglądnąć parę tych ciekawych zdjęć. Nogi mi się ugięły, w myślach widziałem wściekłą teściową która wydziedzicza mnie z rodziny. DYSK BYŁ PUSTY !!! Ani jednego zdjęcia, widocznie źle sformatowałem. Więc szybki telefon do sklepu komputerowego żeby ktoś odzyskał dane, cena nie gra roli usunąłem zdjęcia rodzinne teściowej, koleś po drugiej stronie roześmiał się na głos i kazał przyjechać. Po przyjeździe stwierdził że jeśli chodzi o teściową to zabiera się za to od razu :) i tak zeszło mu z tym jakieś dwa tygodnie !!!!! ja z żoną wyczerpaliśmy już chyba wszystkie ściemy żeby nie mówić o niczym rodzicom. W końcu telefon ze sklepu, że mamy wpadać po kompa. Koleś mówi że odzyskał dane od "samych narodzin" naszego dysku i lekko się uśmiecha. Otwiera pierwszy lepszy folder a tam jakaś setka zdjęć nagich kobiet i facetów :) i pyta czy to te zdjęcia rodzinne hehehe my oczywiście czerwoni jak buraki nie wiemy co powiedzieć, jak tu wytłumaczyć że to nie nasze, jakieś zdjęcia z dziwnych imprez, jacyś obcy ludzie, a wszystko wymieszane ze zdjęciami rodzinnymi teściowej :P okazało się że dysk w naszym kompie nie był nowy i przy składaniu laptopa ktoś wykorzystał jakiś dysk z odzysku. Mało tego, zawiozłem laptopa teściowej (bo żona już nie chciała brać w tym udziału) i powiedziałem żeby sobie pousuwała zdjęcia które nie są ich, bo wymieszały się z jakimiś obcymi, podczas odzyskiwania danych. Przyznałem się do felernego formatu :) Teściowa ponoć przez dwa tygodnie wyławiała swoje zdjęcia rodzinne spomiędzy mnóstwa nagich lasek i kolesi heheh Powiem tak, jak czegoś się nie umie to lepiej się tego nie łapać, szczególnie jak we wszystko zamieszana jest teściowa :)

Miejsce 5

Posiadałem dysk na którym były programy do odzyskiwania danych, kopiowania dysków, naprawy i diagnozy komputerów. Pewnego dnia w pracy potrzebny był mój komputer do sprawdzenia danych na innym dysku. Wiec wyjąłem swój dysk odłożyłem go obok komputera i włożyłem dysk do testów. Kolega święcie przekonany że podmieniony dysk nie jest podmieniony, podmienił go, następnie sformatowany i włożony do innego komputera który został wysłany do klient.

Miejsce 6

Najzabawniejsza historią jaka wiąże się z utratą danych zdarzyła mi się kilka lat temu gdy na topie był pendrive 128-256mb. Kupiłem swojego pierwszego pendriva 128mb na którym trzymałem sobie różne dane głównie zdjęcia z cyfrówki. Teraz uściślę jeszcze sprawę pendriva używałem ok pół roku zdarzyło się pare razy ze pendrive wypadł mi z kieszeni a nawet został nadepnięty co zniszczyło jego obudowę zewnętrzna. Pendrive dalej chodziło jako 100% sprawny tylko musiałem go używać bez obudowy która i tak wogole sie nie tzymała. Robiłem zdjęcia na rocznicy 25-lecia swoich rodziców. A że nie byłem doświadczony. Zamiast skopiować sobie zdjęcia jako kopię na dysk komputera i osobno na pendrive. Przenisołem wtedy zdjęcia odrazu na pendrive. I położyłem go w kuchni na stole by jak rodzce wrócą z pracy mogli go zabrać do fotografa i sobie wywołać. Poleciałem do szkoły na zajęcia. Pech chciał że dzień wcześniej kupiłem poszke sprayu w kolorze czerwonym. by w szkole w szatni pomalować sobie szafkę ubraniową. Spray czekał sobie na weekend mieliśmy wspólnie z kumplem pojechać i pomalować tą szafkę. Młodsza siostra wróciła wcześniej ze szkoły i jak to dziecko szukała sobie jakiejś zabawy. Wypatrzyła puszkę sprayu i chciała zobaczyć jak się czymś takim psika zdjeła dekielek niestety było zabezpieczenie przeciw dzieciom które siostra wpadła na gienialny pomysł że można przeciąć nożyczkami. Niestety ostrym końcem przebiła puszkę która pod ciśnieniem zaczeła psikać na wszystkie strony na czerwono. Siostra spanikowała i zamiast wrzucić puszke do kosza czy zlewu. Zaczeła z nią biegać od łazienki przez przedpokuj do kuchni chlapiąc wszystko farbą. Niestety oberwało się też pendrivowi. Prawdopodbnie sama farba by mu nie zaszkodziła. Ale jak to dziecko sisotra chciala ukryć swój występek i posprzatać więc wlała do miski rozpuszczalnik i wszystkie drobne przedmioty które zostały zachlapane wrzuciła do miski. No i pendriva z jedyna kopią zdjęć z rocznicy szlag trafił. Bolą mnie do tej pory dwie rzeczy że nie widziałem miny rodziców którzy wracając z pracy zastali moją sisotre przed drzwiami upaćkana w czerwone kropki ze spuszczoną głową. I tego że na pendrive była jedyna kopia zdjęć z rocznicy. Choć można powiedzieć wszystko zakończyło sie szczęśliwie bo dzięki tej histori każdy pamięta tą rocznice. Mimo że wszystko było poźniej przez ojca i matkę wyczyszczone to do dzisiejszego dnia od czasu do czasu na jakimś meblu albo sprzęcie znajdzie się jakaś czerwona kropka z tamtego dnia która przypomina nam o tej sytuacji. Co w pełni rekompensuje utratę zdjęć.

Miejsce 7

Jedną z moich pasji życiowych są ciężarówki. Piszę również pikantne opowiadania dla dorosłych. Nie powinno więc dziwić, że zamiast osobówki zorganizowałem sobie ciągnik siodłowy, którym poruszam się jak osobówką. Kino, zakupy itd. - wszędzie "koniem". Pewnego dnia, wracałem z pracy do domu i w czasie jazdy słuchałem muzyki z laptopa, który i tak zawsze był włączony na wypadek gdybym w przypływie weny musiał coś zapisać. Zaparkowałem ciężarówkę pod domem schowałem laptopa do torby gdy nagle zadzwonił adwokat, prowadzący mój rozwód. Po krótkiej rozmowie chwyciłem torbę i wysiadłem... Zanim jednak pokonałem wertykalnie około półtora metra do poziomu gruntu, okazało się, że mój laptop już tam jest! Nie zapiąłem torby i lapek wraz ze wszystkimi danymi, muzyką, nie publikowanymi nigdzie opowiadaniami, a przede wszystkim ze wszystkimi dowodami w sprawie rozwodowej - runął lotem siekiery na klepisko. Wypowiedziałem trzysylabowową frazę, której ośrodkami sylab były kolejno samogłoski "u", "a", "a". Dla ułatwienia dodam, iż frazę tę rozpoczynała spółgłoska "K". Następnie zawiozłem to, co zebrałem do znajomego, który od dłuższego czasu ogarniał wszystkie komputerowe naprawy dla mnie, moich kuzynów, znajomych itd. Kilka dni później wysłał mi maila (co za debil - na czym miałem go odczytać!!!), z którego dowiedziałbym się - gdybym go przeczytał - o tym, że będzie w okolicy pracy mojej żony i zostawi jej moją maszynę, w której wymienił popękany ekran oraz płyty z odzyskanymi z uszkodzonego dysku danymi. Nie tylko straciłem dane i dowody zdrady mojej niewiernej żony, ale dodatkowo ona w sądzie bezlitośnie wykorzystała moje opowiadania erotyczne twierdząc, iż są to opisy moich prawdziwych przygód i jako takie są dowodem na moją zdradę. Rozprawa jest w toku, a ja czuję, że wpadłem w szambo w wielkim stylu!

Miejsce 8

Kobieta VS Zabezpieczenia Witam serdecznie i rozpocznę od przytoczenia znanego (i jakże sprawdzonego :P ) powiedzenia "Gdzie diabeł nie może tam ... kobietę pośle". Pewnie zastanawiacie się cóż to powiedzenie ma do mojej opowieści? Jak się zaraz przekonamy, wiele ... oojjj boleśnie wiele :D Jestem administratorem kilku sieci i systemów informatycznych, brzmi poważnie ale przeważnie tak nie jest :D (no chyba że pojawią się problemy, bo wtedy wszyscy nagle robią się śmiertelnie poważni ... a ta śmiertelność w jakiś dziwny sposób obraca się dookoła mnie :P ) W jednej z firm ... nazwijmy ją, coś na kształt call center ... gdzie odpowiadam za ciągłość pracy systemów telefonicznych i baz danych wystąpił problem! ... no przyplątała się jakaś zaraza i serwer mi diabeł jeden się zawiesił ... wyjątek krytyczny od błędu itd itp ... nie będę przynudzał, no zrąbało się, nie działa i już ... 16 stanowisk nie pracuje ... 16 par zniecierpliwionych ... (uwaga słowo klucz!) kobiecych ... oczu wwierca się we mnie niosąc obietnicę szybkiej śmierci ... no tak przynajmniej sobie wyobrażam, bo nie siedzę tam na miejscu, tylko wygodnie w domu i leniwie popijam piwko przed komputerem (byłem już po pracy) ... no i jak powiedziałem leniwie ... pomyślałem sobie, zaloguje się na serwer od siebie z domu przez zdalny pulpit i naprawię nie odchodząc za daleko od piwka :D ... no i tu zaczęły się schody ... serwer tak się zawiesił że jedyne co zobaczyłem przez zdalny pulpit to wirtualny środkowy palec i złośliwy uśmiech radośnie zrypanego serwera ... no nic ... stwierdziłem że dalej jestem leniwy no i przecież jechać tam nie będę! ... zadzwoniłem do kierowniczki zmiany, i poprosiłem żeby poszła do serwerowni (o ja biedny ... nieświadomy zagłady którą na siebie właśnie zacząłem sprowadzać ... ) a w serwerowni żeby zresetowała mi serwer ... wiem wiem ... jestem winny ... podwójnie! ... ba, nawet i potrójnie się przyznam ... na swoje usprawiedliwienie tylko powiem że dokładnie wytłumaczyłem w której szafie serwerowej jest serwer o który mi chodzi i opisałem go naprawdę dokładnie, jak wygląda, co jest na nim napisane, jak mryga, opisał bym nawet jaki ma kolor i jak pachnie ale jako facet ... no sami wiecie :P ... serwer został znaleziony (sukces!) poza jednym małym detalem (ups?) ... przycisk restart ... mały dziad widocznie się schował przed mym avatarem lenistwa przyobleczonym w kobiece ciało ... i moja wspaniałą wybawicielka zamiast wcisnąć przycisk z przodu serwera (który też dokładnie opisałem) wsadziła swoją smukłą piękną rączkę nad serwerem (przestrzeń 1U ... dla niezorientowanych = naprawdę mało miejsca!) sięgnęła za serwer, odchyliła 2 wiązki kabli, i wymacała malusieńki przycisk do ... O ZGROZO!!! ... resetowania płyty głównej ... taaa ... wiem ... ale uwierzcie mi, TO NIE KONIEC ... bo jeszcze zostało mi dodać wisienkę na ten tort szczęścia i kobiecej dociekliwości ... otóż prosiłem ową anielską istotę o naciśnięcie przycisku reset z przodu komputera ... a pani owszem i wcisnęła przycisk (z tyłu bo z tyłu no ale cóż) ... tylko, tu akurat zaczęła się w niej odzywać wręcz zegarmistrzowska precyzja i posłuchała mnie nad wyraz dokładnie ... efekt? przycisk wcisnęła, ale już go nie wyciskając ... było wcisnąć to wcisnęła ... było wycisnąć? nooo nie było ... to trzymała go aż ręka ją rozbolała i po iluś tam sekundach przycisk puściła ... efekt? ... zrypana płyta główna od iluś dziesięciu tam restartów w trakcie restartów ... i teraz esencja ... macierz dyskowa która zabezpieczała wszystkie dane w firmie (8 dysków serwerowych spiętych razem i duplikujących dane) też szlag jasny trafił ... dymu nie było ale jak dotarło do mnie co się stało to sam zrobiłem wszystkie efekty dźwiękowo-dymno-warczące ... oczywiście musiałem jechać na miejsce i odzyskiwać co się da (zebrać plony mojego lenistwa) ... po dłuższym czasie walki udało się odtworzyć macierz i odzyskać dane ale wielkim fartem i bardzo nieprzespaną nocą :P ... Pani przeszłą do legendy (tak dalej tam pracuje :D ) ... serwerownia zyskała monitoring ... a ja paranoiczne lęki jak do serwerowni wchodzi ktoś kto mi się podoba :P Tak więc reasumując ... można mieć zamkniętą serwerownie, macierz dyskową, backupy ... a jak dane będą miały się posypać ... to siły wyższe już mają sposoby na ominięcie zabezpieczeń :P Tyle ode mnie, dziękuję za cierpliwość w czytaniu i mam nadzieję że się podobało! :D Pozdrawiam! MooZG

Miejsce 9

Wybraliśmy się ze znajomymi na wycieczkę na Słowacje. Zwiedzaliśmy piękny zamek gdzie za robienie zdjęć musieliśmy zapłacić. Wypstrykaliśmy sporo zdjęć. Nastepnego ranka leżąc w łóżku przeglądałam zdjęcia i zauważyłam że nie ma ustawionej daty. Więc przeszukuje anglojęzyczne menu i znalazłam opcje FORMAT DATA Nie wiem czy byłam tak zaspana czy zaćmiona, ale wcisnełam, potwierdziłam OK i......zamiast ustawienia bierzącej daty wszystkie zdjęcia bezpowrotnie zniknęły.:)

Miejsce 10

"Krótka historia utraty danych i nie tylko" Podczas otwierania samochodu zadzwonił telefon, żeby go odebrać musiałem uwolnić rękę w której trzymałem torbę z laptopem. Torbę oparłem o przednie koło samochodu i zająłem się rozmową. Rozmowa przeciągnęła się do kilku dobrych minut, w ciągu których wsiadłem do auta pozostawiając torbę na zewnatrz. Po zakończeniu rozmowy chcąc wyjechać z miejsca parkingowego skręciłem koła mocno w lewo. W tym momencie torba przewróciła się na ulicę. Żwawo ruszyłem do przodu i nagle poczułem że na coś najechałem tylnymi kołami. Momentalnie oblał mnie zimny pot a w głowie pojawiła sie myśl - gdzie laptop? Po chwili okazało się, że laptop leży rozjechany na ulicy. W ten oto sposób straciłem dane wraz z całym komputerem. Od tamtego feralnego dnia zacząłem używać plecaka do przenoszenia laptopa.