Go to Top

Z życia praktykanta Kroll Ontrack. Część 4

praktyki w Kroll Ontrack

Dzień szesnasty

Wszyscy wrócili z urlopów. Pośmialiśmy się trochę z niespodzianek, jakie zastali po powrocie do pracy. Poza tym wysłałem mój raport do reszty zespołu. Niby mówię na to raport, ale w zasadzie jest to dziennik. Poza tym odbywał się KO Day, czyli dzień przeznaczony na własny rozwój. Można powiedzieć, że ja miałem KO Day przez całe dwa tygodnie 🙂 Pobawiłem się instalką i od teraz TaskCardCreator nie potrzebuje już niczego z Codeplex.

Dzień siedemnasty

Dostałem świetne zadanie. Na początku co prawda trochę się wystraszyłem, że może być za trudne i nie dam rady. Słowa Witka i Łukasza dodały mi jednak otuchy. Czytałem kod w Ruby, porównywałem z tym, co jest w C# i próbowałem znaleźć związek z tym, co mam napisać. Nie szło mi jednak za dobrze. Rozumiałem, co się dzieje, ale nie umiałem doszukać się podobieństw. W końcu uznałem, że samo patrzenie na kod nic mi nie da i zacząłem coś pisać. Ostatecznie nie wyszło tego zbyt wiele. W drodze do domu myślałem o zadaniu, a w pewnym momencie ogarnęła mnie rozpacz i przerażenie, że ostatecznie tego nie ruszę. Na kolejnym cotygodniowym spotkaniu opowiedziałem trochę o TaskCardCreatorze.

Dzień osiemnasty

Przyszedłem do pracy wcześniej, żeby zrobić coś istotnego przed Daily Scrum. Do tej pory nie miałem prawie nic, ale na szczęście w godzinę udało mi się zrobić dość sporo. Pozostało mi sprawdzić jedynie, jak to działa. Na Daily Scrum dowiedziałem się, że przykład, którego miałem używać jest stary i nie ma wszystkiego, co powinien mieć. Zacząłem wzorować się więc na innym przykładzie. W międzyczasie Mszag skończył poprawiać zadanie, żebym miał z czego „ściągać”. Przysporzyłem mu dużo dodatkowej pracy, jednak jestem mu bardzo wdzięczny za pomoc 🙂 W pewnym momencie zrozumiałem, dlaczego na wtorkowym spotkaniu zespół uznał, że jest to zadanie na jedną dniówkę. Większość kodu mógłbym skopiować i jedynie zmienić nazwy klas… Najwięcej pracy miałem z paczkami Nuget. Po Daily Scrum zacząłem pisać testy. Dzięki temu poprawiłem najbardziej rzucające się w oczy błędy.

Dzień dziewiętnasty

Tego dnia także rozpocząłem pracę wcześniej. Dopisałem kilka testów przed Daily Scrum. Następnie skonsultowałem się z Kasią i Tomkiem, by dopytać się o przypadki testowe, bo, prawdę mówiąc, jeszcze nie jestem tak „obeznany” w temacie. Kolejne testy ujawniły kolejne potrzeby, ale dodawanie potrzebnych rzeczy nie sprawiło mi większego problemu. Poczytałem też sporo o testach dzięki Stack Overflow. Na sam koniec stało się coś niespodziewanego. Pierwszy raz na własnej skórze poczułem, że testy są przydatne. Okazało się, że podczas kopiowania zapomniałem o zmianie nazwy zmiennej. Wszystko wyglądało dobrze, ale test wychwycił błąd! Ta niefortunna zmienna przysporzyłaby sporo roboty komuś, kto musiałby debugować kod. Na sam koniec spróbowałem uruchomić wszystko na lokalnej kolejce. Łukasz wyjaśnił mi, co trzeba zrobić i po pół godziny słuchania pożałowałem, że nie zapisałem sobie wszystkiego gdzieś na kartce.

Dzień dwudziesty

Próbowałem dokończyć moje zadanie. Testy przechodziły, więc teoretycznie logika działała dobrze. Po Daily Scrum cały mogłem liczyć na pomoc Witka. Krok po kroku pomógł mi ustawić kolejki oraz inne rzeczy, których nazw teraz nie potrafię sobie przypomnieć. Kiedy przygotowaliśmy konfigurację, odpaliliśmy kod, który pisałem przez ostatni tydzień. Po lunchu poprawiliśmy kolejne błędy, wszystko szło w miarę równym tempem. W międzyczasie załatwiłem sobie także zaświadczenie o odbyciu praktyk. Gdy już wszystko wyglądało na skończone (przynajmniej od strony konfiguracji), dowiedziałem się, jak mogę sprawdzić moje zapytania. Dowiedziałem się też, że powinienem był to robić od samego początku… 🙂 No cóż, lepiej późno niż wcale. Kiedy dostałem dane, wiedziałem już, że niektóre moje założenia po czytaniu skryptu w Ruby nie były poprawne. Jeszcze godzinę przed wyjściem wydawało mi się, że zdążę to oddać. Okazało się jednak, że w danych znalazły się nadmiarowe informacje, dlatego też wrzuciłem moje zmiany na TFS i teraz już zajmie się tym ktoś inny…

Podsumowanie

To już ostatni dzień pracy. Tak jak pisałem na początku, nie spodziewałem się, że „prawdziwa praca” spodoba mi się tak bardzo. Zdziwiłem się również, że kiedy wciąga mnie kod, czas leci tak szybko. W Kroll Ontrack dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Rzeczywiście, tak jak gdzieś już kiedyś usłyszałem, studia nie przygotowują w pełni do pracy zawodowej (mam nadzieję, że nikt z Uczelni tego nie czyta 🙂 ).

Koniec!


Martin

, , , ,

One Response to "Z życia praktykanta Kroll Ontrack. Część 4"

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *